ŚP. Hieronim Warachim OFM Cap.
ŚP. Hieronim Warachim OFM Cap.
1916-2011
W poranek 23 czerwca 2011 r. w wieku 94 lat zmarł kapucyn o. Hieronim Warachim. Większość swego długiego życia przeżył w zakonie – w sumie 80 lat, w kapłaństwie – 72. Mieszkańcy Sokołowszczyzny kojarzą zapewne o. Hieronima z corocznych uroczystości w lesie Turzańskim. Był tam wielokrotnie a w ostatnich latach zwykle głosił podczas sprawowanej Eucharystii przejmujące kazania, przepojone patriotyzmem i głęboką wiarą. Jego charakterystyczny: mocny i melodyjny głos zapadał w pamięć słuchających, tak jak i słowa o tragicznych losach Ojczyzny z lat II wojny światowej, oraz mordach dokonanych przez NKWD w Katyniu i lesie w Turzy. Jako kapelan lwowskich żołnierzy AK, czuł zapewne obowiązek przyjeżdżać na wspomniane uroczystości, bo jego wielu jego współbraci z AK pomordowano właśnie na naszej ziemi – w Turzańskim lesie bądź w lesie za Nienadówką. Był ważnym świadkiem historycznych wydarzeń i ludzi w nie wplątanych, oraz szczególnym świadkiem pamięci o wydarzeniach z 1944 r.; dlatego nie wolno nam zapomnieć jego postaci i warto też zapoznać się bliżej z Jego życiem.
Karol Warachim, syn Andrzeja i Magdaleny z Jaworskich, urodził się 6 września 1916 r. we Lwowie – Hołosko Małe. Przez całe życie Lwów był jego ukochanym, „cudnym” miastem. Ojciec z pochodzenia Ormianin, kultywował ormiańskie zwyczaje, miał we Lwowie spore gospodarstwo rolne. Z wyznania jednak był gorliwym rzymskim katolikiem. Karol Warachim odnalazł kiedyś starą metrykę rodową Warachimów lwowskich z XVIII w. Był tam dopisek „villanus” – czyli obywatel miasta posiadający posiadłość pod miastem. W tej to posiadłości właśnie urodził się mały Karolek. Dzieciństwo było sielskie a rodzina Warachimów znana i poważana. Ojciec „modlący się, pracujący i niewiele mówiący” – jak wspominał syn, dawał rodzinie godne warunki życia. Rodzina zaopatrywała miasto w jarzyny sprzedawane na targu. Mamcia – jak we Lwowie z szacunkiem określano matkę – miała pasje społecznikowskie. Zmysł organizatorski i poważanie sprawiały, że Magdalena z Jaworskich wręcz dowodziła całym domem, w tym liczną czeredą 8 dzieci. Nie zwykła odmawiać ludziom w potrzebie, stąd chętnie przychodzili sąsiedzi „do Warachimki po radę”.
Powołanie zakonne zrodziło się w domu rodzinnym. Karolek zwany przez bliskich Lolkiem wspominał z rozrzewnieniem lwowskich kapucynów. Zakonnicy z tego zgromadzenia byli częstymi gośćmi w ich domu. Pewnego upalnego dnia, z budującego się w pobliżu kościoła i klasztoru kapucynów przyszedł w odwiedziny legendarny kapelan Legionów – brodaty zakonnik o. Kosma Lenczowski. Jak wspominał po latach o. Warachim: „zakonnik wstrzymał szalony bieg Lolka przez salon i niby żartem wskazując go palcem powiedział: – Ja Lolek i ty Lolek. Ja jestem kapucynem, a ty kapucynem będziesz...”. Mamcia zachwycona tą sceną miała rzec: „Oj, dałby Bóg”... I Bóg dał! O. Kosma Lenczowski upatrzył sobie młodzieńca. Gdy ten ukończył gimnazjum, na widok młodego Karola wyskoczył z konfesjonału i zapytał już na poważnie: „I jak? Idziesz do kapucynów?” Wówczas już jednak młody Warachim nie widział innej drogi.
W 1932 r. wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów, a w 1937 r. złożył śluby wieczyste. Studia filozoficzne i teologiczne odbywał w Krakowie, gdzie też 3 września 1939 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Był to dzień szczególnie pamiętny: z jednej strony radość ze święceń – z drugiej tragizm początku II wojny światowej i spadające w tym dniu bomby na Kraków. Gdy kościół śpiewał „Veni Creator”, pociski z niemieckich karabinów maszynowych dziurawiły kościół kapucynów. Ilekroć udzielający święceń bp Stanisław Rozpond wyciągał nad nimi ręce a zgromadzeni w kościele śpiewali „Abyś tych wybranych pobłogosławić raczył” – gdzieś nieopodal wybuchała bomba.
Podczas wojny młody zakonnik znalazł się w rodzinnym Lwowie i tam przeżywał okupację so-wiecką i niemiecką. Jak później wspominał: „Trzy razy mnie Bóg ocalił!”. Pierwsze ocalenie miało miejsce w okupowanym przez bolszewików Lwowie, gdy młodemu zakonnikowi udało się uniknąć wywózki na Sybir. Następne w 1941 r., gdy prawdziwa wołyńska legenda – o. Serafin Kaszuba – namawiał o. Hieronima, by ten objął na Wołyniu jedną z opuszczonych parafii w polskiej wsi Ja-nowa Dolina. Szybko otrzymał młody zakonnik nominację proboszczowską. W marcu 1943 r. Ja-nową Dolinę Niemcy zrównali z ziemią, a mieszkańców wycieli w pień. O. Warachim został ocalo-ny, gdyż nie zdołał tam dotrzeć, bo był po drugiej stronie frontu. Trzecie ocalenie było związane z okupacją we Lwowie. O. Hieronim zaangażował się w konspirację. Został naczelnym kapelanem Armii Krajowej Lwów – Północ. Jako żołnierz w habicie był niezastąpiony i kochany przez bojow-ników z konspiracji. Jednak przełożeni zechcieli nagle, by dzielny o. Hieronim przeniósł się do klasztoru w Sędziszowie. Posłuszny przełożonym pojechał tam nie bez żalu. Jego prośby o pozo-stanie we Lwowie nie zostały jednak wysłuchane. W cichym Sędziszowie czas płynął wolniej. Ale i tutaj dotarła straszliwa wieść, że Armia Czerwona i NKWD wymordowały niemal wszystkich lwowskich AK-owców. Wszystkich... z wyjątkiem ich kapelana. I tak dzięki woli Boga, wypełnił się raz trzeci.
Wiosną 1944 r. został skierowany do klasztoru Braci Mniejszych Kapucynów w Sędziszowie Małopolskim. Z powodu braku kapłanów diecezjalnych otrzymał nominację na wikariusza tamtej-szej parafii. Po wojnie jedną okupację zastępuje inna. Gdy wówczas zrodziły się potrzeby duszpa-sterskie na Ziemiach Odzyskanych, wraz z innymi współbraćmi swego Zakonu udał się na Pomorze Zachodnie, gdzie decyzją ówczesnych władz kościelnych został mianowany wikariuszem parafii w Białogardzie i nauczycielem religii w tamtejszych szkołach. Powojenna rzeczywistość nie rozpiesz-czała duchownych. Mnich prowadził żywot wędrowca. Nie zagrzewał długo tego samego miejsca; zawsze gotowy, by wstać i wyjść. Wiele miejsc, wiele parafii – od Białogardu, przez Piłę aż po Wałcz w 1948r., gdzie dwa razy aresztowało go NKWD. W Wałczu o Warachim pełnił funkcję prefekta szkół średnich. Jesienią 1949 r. władze komunistyczne odebrały mu prawo nauczania reli-gii. Przełożeni przeznaczyli o. Hieronima do pracy duszpasterskiej przy kościele św. Jakuba w Gdańsku i wkrótce został mianowany przełożonym tamtejszego domu zakonnego. W lipcu 1951 r. otrzymał nominację na administratora rzymskokatolickiej parafii św. Michała Archanioła w Nowej Soli n. Odrą. Obejmowała ona nie tylko Nową Sól ale i okolice. Wreszcie w 1956r. mianowany został przełożonym domu zakonnego Kapucynów i administratorem parafii św. Augustyna w uko-chanym Wrocławiu, skąd wcześniej władza ludowa uparcie kapucynów wyrzucała.
Na zaproszenie przełożonych zakonnych, w 1962 r. wyjechał do Szwajcarii, skąd miał szczęście udać się do Rzymu i znaleźć się w Bazylice św. Piotra, zamienionej na aulę soborową. Był świad-kiem otwarcia Soboru Watykańskiego II przez – dziś już błogosławionego – papieża Jana XXIII. O. Hieronim był świadkiem procesji 2 tys. biskupów w białych tiarach, podczas otwarcia soboru. Wspominał: „Jak zaczęli śpiewać „Tu es Petrus”, to jakby kopuła Bazyliki unosiła się ku niebu. Wyciągam szyję szukając Jana XXIII... Gdzie lektyka, gdzie tron? A tu widzę korpulentną niskawą postać, odzianą jak każdy inny biskup – w białą szatę, białą tiarę – po prostu biskup Rzymu. Uśmiechnięta, pogodna twarz. Ujął mnie tą skromnością – mówił.”
W lipcu 1964 r. Kapituła Prowincjalna Braci Mniejszych Kapucynów w Krakowie powołała o. Hieronima Warachima na stanowisko przełożonego prowincjalnego Krakowskiej Prowincji Kapu-cynów. Obowiązki prowincjała pełnił przez dwie kadencje – do 1970 r. W 1968 r. miało miejsce kolejne ważne wydarzenie. Do Rzymu zwołano kapitułę generalną. O. Hieronim skorzystał z okazji i pojechał do San Giovanni Rotondo. O. Pio był już schorowany, ale ciągle przyjmował ludzi. Jak wspominał o. Hieronim: „Byłem w tamten dzień mało pobożny, za to bardzo ciekawski. Strasznie chciałem zobaczyć ręce o. Pio i stygmaty. Podczas Mszy św. nie odrywałem wzroku od jego dłoni. Stałem w dobrym miejscu, ale chwili, gdy Święty zdejmuje rękawiczki... nic nie zobaczyłem. Z niejakim żalem powędrowałem po Mszy św. za tłumem do zakrystii. O. Pio otaczał zwarty tłum mężczyzn. W pewnej chwili w tym murze pojawiła się luka. Znaleźliśmy się dokładnie naprzeciwko siebie. Przez chwilę o. Pio patrzył wprost na mnie i... pogroził mi palcem. Zrozumiałem... Ale nie odmówił spotkania. Pamiętam tamten pokój z dużym oknem, jak na werandzie. Skromne urzą-dzenie. Okrągły stół zawalony listami. Nad nimi dwaj młodzi zakonnicy sortujący korespondencję. Cisza. W rogu, w wiklinowym fotelu, drzemiący o. Pio. Opuchnięte nogi na zydelku. Podeszliśmy blisko. Modlił się. W moim odczuciu był w stanie ekstazy. Nasz opiekun, miejscowy kapucyn, kil-kakrotnie mówił do o. Pio, że ma gości z Krakowa. Ten jakby długo nic nie słyszał. Był gdzieś tam, gdzie nam, zwykłym śmiertelnikom, wstęp wzbroniony. W pewnej chwili po prostu otworzył oczy, popatrzył na mnie z uśmiechem. Pobłogosławił i znów zatopił się w modlitwie. Nasz opiekun prosił, by lekko tylko ucałować dłoń w rękawiczce, bo każdy dotyk go boli... Takie chwile pamięta się z dokładnością detalu. Kształt dłoni, fakturę bandaży, zapach, uczucie obcowania ze świętością...
O. Hieronim głęboko przeżył rok obchodów Millenium Chrztu Polski w 1966 r. Podczas uroczy-stości milenijnych na Jasnej Górze widok był niezapomniany. W Polsce głęboki komunizm, a pod murami Klasztoru Jasnogórskiego nieprzeliczalne tłumy. Niespodziewanie ktoś poprosił, by o. Hie-ronim poniósł Ikonę Jasnogórską w procesji po wałach. Nie zapomniał nigdy tamtego wzruszenia i poczucia, że dostąpił niezasłużonego zaszczytu. Ciężar Obrazu na ramieniu... A kątem oka widział te rzesze na dole. Potem tylko podczas pielgrzymek Jana Pawła II widywał podobne...
Po złożeniu obowiązków prowincjała w Krakowie, o. Warachim został skierowany do domu zakonnego w Gdańsku. W 1973 r. został przełożonym gdańskiego domu zakonnego Ojców Kapu-cynów. Na tym stanowisku pozostawał do 1979 r. W latach 1979-81 pełnił obowiązki spowiednika przy bazylice Domku Matki Bożej w Loreto. W 1982 r. na polecenie przełożonych, po uzgodnieniu z przełożonymi Prowincji Braci Mniejszych Kapucynów w Wiedniu, o. Hieronim Warachim został mianowany przełożonym klasztoru Kapucynów w Wiener Neustadt, gdzie przebywał 10 lat – do roku 1992. Jesienią tego roku osiadł w Sędziszowie Małopolskim, jako członek familii zakonnej tego klasztoru.
O. Hieronim emanował radością i pokojem. Jego pogoda ducha udzielała się ludziom, z którymi się spotykał. Swoją wielką kulturą osobistą, a zarazem prostotą franciszkańską wielu ludziom uka-zywał drogę do Boga. Uczył kochać Polskę jako naszą umiłowaną Ojczyznę. Trzeba zauważyć, że o. Hieronim oddawał się nie tylko pracy duszpasterskiej, ale także pracy pisarskiej; ma na swoim koncie ok. 50 pozycji wydanych drukiem. Są to artykuły zamieszczone m.in. w L’Osservatore Ro-mano, Niedzieli, Naszym Dzienniku, tłumaczenia z języka łacińskiego, włoskiego i niemieckiego, oraz kilkanaście książek. Pozycje książkowe to m.in.: „Polskie pamiątki w Loreto” (dwa wydania), „Włóczęga Boży” – biografia sługi Bożego o. Serafina Kaszuby (dwa wydania; o. Hieronim był niezłomnym propagatorem jego kultu), „Kapucyn, kapłan, robotnik” – biografia o. Adama Jakubka (który dobrowolnie wyjechał na przymusowe roboty do Niemiec, by otoczyć kapłańską opieką przymuszanych do pracy w Rzeszy Polaków), oraz „Kapucyńska Odyseja. Przez Podole i Wołyń”. O tej ostatniej książce bp Kazimierz Górny powiedział: „tę książkę powinien przeczytać każdy, komu na sercu leży problem wschodnich rubieży Polski”.
W ciepły, letni dzień 20 czerwca 2009 r., na Jasnej Górze siwy kapłan składał Bogu, jak pięknie się mawia – przez ręce Maryi – dziękczynienie za spełnione życie. Wiele mógł jeszcze opowiedzieć o tym, co widział po drodze. O tym, jak Bóg potrafił uczynić człowieka szczęśliwym i spełnionym, jeżeli człowiek ma odwagę Bogu zaufać. Ofiarowywał 75 lat życia poświęconego Bogu i w tym 70 lat kapłaństwa. Całe życie z Bogiem i dla Boga. Coraz mniej ludzi pojmuje dzisiaj sens i znaczenie tych słów. Dzisiejszy świat podziwia ludzi formatu o. Warachima, ale czy go naśladuje? O. Hiero-nim mówił, że w życiu człowieka jest zawsze kilka punktów zwrotnych, po których nic nie jest już takie jak było. Rzecz w tym, że dopiero po wielu latach można dostrzec w nich pewien zamysł, plan.
W dniu 19 września 2010 r. o. Warachim ostatni raz wziął udział w uroczystościach w lesie Tu-rzańskim. Po raz ostatni wygłosił też przejmujące kazanie. Niezwykły kontrast: na miejsce liturgii mocno schorowanego zakonnika wniosła na krześle obsługa. Do pojawiających się przy nim ludzi, mówił cichym głosem, że ledwo wywinął się od śmierci. Wielu z obecnych pocieszało Go, że jeszcze nic nie wiadomo, że wszystko w ręku Boga. On jednak musiał już przeczuwać rychłą śmierć, bo powtórzył, iż jest już tu pewnie raz ostatni... i ostatni raz przybył pomodlić się za swych współbraci z AK.
A później wygłosił kazanie... i znów popłynął między drzewa Turzańskiego lasu mocny, melo-dyjny głos, wzywający do pamięci o pomordowanych i miłości do Ojczyzny. Skąd czerpał na to długie kazanie tyle sił?
W nocy z 22 na 23 czerwca 2011 r. odszedł do Pana skromny zakonnik o. Hieronim Warachim. Msza św. pogrzebowa odbyła się 25 czerwca o godz. 12.00 w klasztorze w Sędziszowie Małopolskim. W ostatniej posłudze wzięło udział wielu współbraci kapucynów przybyłych z całej Polski oraz z Austrii i Ukrainy, kapłanów diecezjalnych; przybyła rodzina, parlamentarzyści, władze miasta, organizacje kombatanckie, straż pożarna i licznie zgromadzeni wierni. Eucharystii przewodniczył bp Stanisław Padewski OFM Cap. A homilię wygłosił o. Józef Mońko OFM Cap. Biskup rzeszowski Kazimierz Górny przesłał na ręce Ministra Prowincjonalnego list kondolencyjny, który został odczytany przez ks. Infułata Wiesława Szurka – wikariusza generalnego. Podobny list przesłał także ordynariusz diecezji drohiczyńskiej – bp Antoni Pacyfik Dydycz OFM Cap. Na zakończenie Eucharystii głos zabrał dr Stanisław Dziurzyński, który przypomniał m.in. wielkie zasługi o Hieronima na polu patriotycznym, a nade wszystko jego wielkie zaangażowanie w związku z organizacją szpitala imieniem Św. Ojca Pio w Sędziszowie Małopolskim. Ceremonię pogrzebową prowadził Minister Prowincjonalny br. Jacek Waligóra OFM Cap. O. Hieronim Warachim spoczął na cmentarzu w Sędziszowie Małopolskim. Wieczny odpoczynek, racz mu dać Panie...
Piotr Ożóg