Get Adobe Flash player

Kurier w internecie

Na naszej stronie dostępne są tylko wybrane artykuły. Aby zapoznać się z pełną treścią Kuriera Sokołowskiego zapraszany do pobrania kompletnych wydań z działu NUMERY.

Kazanie o. J. Sochackiego

Kazanie o. J. Sochackiego wygłoszone podczas Mszy Św. Polowej
w Lesie Turzańskim 18 września 2011 r.

Turza na tle losów Polskiego Państwa Podziemnego

Bł. Jan Paweł II w Rozmowach na przełomie tysiącleci, zamieszczony w książce „Pamięć i tożsamość” odpowiada na pytanie rozmówców, jaka jest miara wyznaczona złu w dziejach Europy.

Pytanie o granice dobra i zła powinniśmy sobie stawiać zawsze, a szczególnie dzisiaj, kiedy obchodzimy rocznicę ataku Związku Radzieckiego na Polskę, i tu, na miejscu, gdzie dokonana została straszliwa zbrodnia na Polakach – w Turzańskim Lesie.

Po tragicznych datach: 1 września – atak Niemców na Polskę, 17 września nóż w plecy, wkroczenie Sowietów w granice Rzeczpospolitej, przyszedł dzień 27 września, w którym na kilkanaście godzin przed kapitulacją zawiązała się w Warszawie tajna organizacja wojskowa „Służba Zwycięstwu Polski”. Na czele stanął gen. Michał Karaszewicz-Tokarzewski. Z tą datą wiąże się powstanie Polskiego Państwa Podziemnego. Kiedy przewidywana wojna stała się faktem, wszedł w życie przygotowany wcześniej dekret Prezydenta Rzeczpospolitej „o sprawowaniu zwierzchności nad Siłami Zbrojnymi, o organizacji naczelnych władz wojskowych i o komisarzach cywilnych”. Wśród kadr oficerskich i cywilnych obrońców Warszawy powstała myśl walki konspiracyjnej i ukształtowały się dwa sektory – siły zbrojne i władze cywilne – oba podporządkowane Polskiemu Rządowi na obczyźnie. W okupowanym kraju najwyższą władzę miał Delegat Rządu, a Delegatura Rządu dzieliła się na kilkanaście departamentów, obejmujących różne zadania: tajne nauczanie, ratowanie polskiej kultury i wspieranie twórców, opiekę nad dziećmi i młodzieżą, organizowanie wymiaru sprawiedliwości, studia nad stanem poszczególnych dziedzin przemysłu, rolnictwa i handlu oraz dokumentów strat, współdziałanie w prowadzeniu walki cywilnej i zbrojnej.

Polskie Państwo Podziemne miało władzę cywilne i wojskowe. Kierownictwo Walki Cywilnej – kryptonim „WC”, podległe Delegatowi Rządu na Kraj i Kierownictwo Walki Konspiracyjnej, podległe Komendzie Głównej Armii Krajowej. Od połowy 1943 roku powołano jednolite Kierownictwo Walki Podziemnej, będące w rękach Komendanta Sił Zbrojnych w Kraju. Do Sztabu weszli: gen. Tadeusz Komorowski „Bór” Komendant AK, płk Tadeusz Pełczyński „Grzegorz” – szef sztabu KG AK, płk August Emil Fieldorf „Nil” – szef Kedywu KG AK, płk Jan Rzepecki – szef Biura Informacji i Propagandy KG AK, Bernard Zakrzewski – „Oskar” – szef Wydziału Bezpieczeństwa i Kontrwywiadu Oddziału II KG AK oraz Stefan Korboński z członkami Kierownictwa Cywilnego, jako Kierownik Oporu Społecznego.

Walka cywilna – to przeciwdziałanie osłabieniu ducha narodu, bojkot i karanie współpracujących z okupantem, mały sabotaż, pomoc ofiarom wojny, więźniom i ich rodzin.

Walka podziemna – to szkolenia, działania dywersyjno-bojowe, sabotaż, wywiad, zamachy na niebezpiecznych funkcjonariuszy władz okupacyjnych, wreszcie odtworzenie sił zbrojnych w kraju i przygotowanie ogólnonarodowego powstania. Armia Krajowa miała w planach koncentracje wysiłków na ten czas, miała być osłoną dla administracji Państwa Podziemnego, która podjęłaby pracę w wyzwolonym kraju.

Koncepcja powszechnego powstania, które miało wybuchnąć, w Momocie załamania się Niemców, została zamieniona na plan „wzmożonej akcji sabotażowo-dywersyjnej” o kryptonimie „Burza”.

„Burza”, przewidziana na czas, kiedy Niemcy znajdą się w odwrocie już na ziemiach polskich, wymagała przygotowania strategicznego i operacyjnego. Skoordynowanie jej z operacjami wojsk sowieckich ze względu na brak stosunków dyplomatycznych z ZSRR było niemożliwe.

Akcja „Burza” rozpoczęła się w lutym na Wołyniu. W marcu 1944 roku żołnierze AK wzięli udział obok żołnierzy radzieckich w walkach w rejonie Kowla i Włodzimierza. Akcja rozprzestrzeniła się na rejony Wilna, Lwowa i Lublina.

Na Wołyniu wyłonił się pewien wzór wypadków, który wkrótce zaczął się powtarzać w innych częściach Polski. Tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej w jakieś rejony kraju, miejscowe oddziały AK były mobilizowane, koncentrowane, nawiązywała się tymczasowa łączność i współpraca z oddziałami sowieckimi. Po ustaniu walk te oddziały AK, które znalazły się na terenach zajętych przez Armię Czerwoną były rozbrajane, wchłaniane przez armię Berlinga lub deportowane do związku Sowieckiego.

W dniach 22-27 lipca 1944 roku oddziały AK wspólnie z wojskami radzieckimi walczył o Lwów. Razem przeżywały zwycięstwo. 31 lipca sowieci aresztowali dużą część oficerów, a gen. Władysława Filipkowskiego – Komendanta Okręgu w nocy z 2 na 3 sierpnia. W dniach 15-20 sierpnia przebywał w obozie śledczym NKWD w Turzy – Trzebusce koło Sokołowa Młp.

Odział Wileński i Nowogródzkiego AK realizował operację „Ostra Brama”. Podobny przebieg miał operacje w Lublinie, Białymstoku i innych miastach.

Gdy 22 lipca wieczorem radio Moskwa poinformowało o powstaniu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN), który ogłosił manifest, że jest „jedyną legalną władzą wykonawczą w kraju”, w tym dniu na odprawie Komendy Głównej AK gen. Bór Komorowski ogłosił stan czujności do powstania z dniem 25 lipca, a Rząd Rzeczpospolitej Polskiej 26 lipca upoważnił Jana St. Jankowskiego – Delegata Rządu, do ogłoszenia powstania.

W tej sytuacji wyznaczona na dzień 1 sierpnia godzina „W” rozpoczęła 63 dni rozpaczliwych zmagań Narodu zakończonych zaburzeniem milionowego miasta i zagładą trzeciej części jego mieszkańców.

Formowano nowe grupy w Okręgu Kielecko-Radomskim – w Krakowie, Łodzi podejmowano próby marszu na pomoc walczącej Warszawie, ale nieudane. Jesienią 1944 roku realizację akcji „Burza” zawieszono.

Cel nie został osiągnięty. W podejmowanych układach politycznych Polska pozostawała w strefie wpływów ZSRR i poddana została narzuconej przez Moskwę władzy.

Do Polski wkroczył „sojusznik naszego sojusznika”, który zagarnął pół jej terytorium, który już miał na sumieniu półtora miliona zesłańców i skazańców, ponosił odpowiedzialność za zbrodnię katyńską i za śmieć wielu tysięcy Polaków na polskiej ziemi i na olbrzymich przestrzeniach ZSRR. „Sojusznik naszych sojuszników” wkroczył na polską ziemię z całą doskonale do lat przygotowaną aparaturą terroru i wiedział, że jest bezkarny. Teraz kontynuował zsyłki, znowu sto, a może trzysta tysięcy żołnierzy AK (i nie tylko), deportowano do ZSRR. Każdą liczbę można podać, bo żadna już się nie da sprawdzić.

Tysięcy dotknęło okrucieństwo śledztwa, fałszywe oskarżenia, upokorzenia, degradacja społeczna i męczeństwo. Najwybitniejsi musieli zginąć: Okulicki, Fieldorf, Krzyżanowski, Tumidajski, „Kotwicz”, „Ponury”, „Łupaszko”, „Ogień”, „Pług”. Na przymusowej emigracji zgorzkniały żywot wiedli znakomici żołnierze, piloci i marynarze, jeśli nie chcieli ginąć w komunistycznych więzieniach. Gdy instalował się prosowiecki rząd, w Polsce przebywała Armia Czerwona, na jeden km2 było 35 czerwonoarmistów. Każda próba oporu wiodła do klęski.

Sowieci wcisnęli się wszędzie.

Nowa okupacja się umacniała. Najwybitniejsi ginęli z wyroku sądu krzywoprzysiężnego albo powoli dogorywali w męczarniach reżimowych katowni.

Więzienia w Krakowie, Poznaniu, Lublinie pękały w szwach. Doszło do tego, że komunistyczny rząd skorzystał z kilku poniemieckich obozów koncentracyjnych, w tym z obozu w Oświęcimiu. Zdarzało się, że przywódcy polskiego ruchu oporu dzielili cele z nazistami wysokiego szczebla.

Działania po „Burzy”

Na mocy porozumienia z 26 lipca 1944 roku między PKWN, a rządem ZSRR jurysdykcję na nowo zdobytych terenach przejął naczelny wódz wojsk radzieckich Józef Stalin. Na tyłach frontowych administracja i sądownictwo objęła jednostka sowiecka, a główną rolę odgrywał oddział „Smersz” i NKWD.

Wnet najważniejszym wrogiem staje się Armia Krajowa, będąca zbrojnym rządu londyńskiego w kraju. Zaczynają się aresztowania żołnierzy Armii Krajowej na terenie Rzeszowszczyzny, którzy jako przeciwnicy nowej władzy trafiają do obozów.

Jeden z takich obozów był zlokalizowany we wsi Trzebuska nieopodal Sokołowa Małopolskiego.

Turza – według tego, co zapisano w historii i według różnych relacji już nieżyjących świadków, obóz powstał w sierpniu 1944 r. i istniał do listopada tego roku. Według jednego świadka w Lesie Turzańskim w częściach prywatnej, która należała do Cieślika, zbierali się żołnierze AK, którzy mieli iść na pomoc walczącej Warszawie. Zostali otoczeni przez kilku żołnierzy z NKWD, a potem całą ich masę. Zostali uwięzieni, umieszczeni w ziemiankach, podobno w Świlczy i wysłani do łagrów w ZSRR. Ale to miejsce przypadło do gustu enkawudystom, skoro tam ulokowali obóz karny: w obejściu Chorzempy, Domu Ludowego i kilku w miejscowości Trzebuska i obok miejsce straceń w Lesie w Turzy.

Relacje świadków mówią, że tam byli dowożeni schwytani akowcy z różnych stron, byli z okolic Rzeszowa, Lwowa, Jarosławia, od strony Warszawy, Wilniacy, nie tylko Polacy, ale i inni.

Dziś można powiedzieć, że było 5 ziemianek w Trzebusce, w obrębie gospodarstwa Chorzempy, gdzie w każdej mogło się zmieścić 100 więźniów. Także przetrzymywano więźniów w domach, w których zabito deskami okna i w Domu Spółdzielczym. Enkawudyści, śledczy i strażnicy zajmowali domy obok. Więźniowie byli ciągle nowi, bo mieszkający niedaleko ludzie mogli to obserwować.

Był wypadek, że bawiące się małe dzieci, podeszły pod dom Rumaka i usłyszały pytanie: „Dzieci, czy tu jest Polska?”

Niezapisana jest historia wędrówki dwóch oddziałów lwowskiego AK pędzonych ze Lwowa piechotą pod koniec sierpnia 1944 roku. Jeszcze żyją naoczni świadkowie, którzy pamiętają, że przez Kraczkowę od strony Albigowej (zagumienną drogą, a więc mało uczęszczaną) przechodziły 2 oddziały po 100, a może więcej ludzi w cywilnych ubraniach. Po obu stronach szli gęsto enkawudziści z pepeszami. Nie pozwalali się nikomu zbliżyć. Mówili, że to są Niemcy i Ukraińcy.

Rozłożyli się na spanie – część w środku wsi, w domu ludowym, a druga część w górnej wsi granicznej z Malawą, pod drzewami. I w tedy pod osłona nocy udało się jednemu akowcowi z Kraczkowej (nazwisko Kunysz, a imię albo Józef albo Roman) podpełznąć i dowiedział się, że idą ze Lwowa, nie wiedzą, dokąd idą i co ich czeka, może ich wcielą do armii Berlinga. Po kilku dniach zjawił się mieszkaniec wsi znajdującej się w pobliżu Sokołowa i przyniósł maleńką karteczkę, na której oprócz nazwiska i miejscowości były słowa: „Z nami źle”. Powiedział, że znalazł tę karteczkę na drodze.

Rok temu wygłaszał tu homilię kapucyn, śp. O Hieronim Warachim z Sędziszowa Młp. Przez kilka lat starał się w Turzy mówić o tych, co tu zginęli. On był kapelanem lwowskiego oddziału AK. Wiosną 1944 roku przełożeni zakonu wyznaczyli mu nowe miejsce służby Bożej, gdzie był nowicjat i duże gospodarstwo – w Sędziszowie Młp. Miał żal do przełożonych, że go odsunęli od jego chłopców, żołnierzy Polski Podziemnej, i to wtedy, kiedy oni przygotowywali się do rozstrzygającej walki o lwów w akcji „Burza”.

Ale nieraz mówił potem, że go Opatrzność Boża uchroniła od tego, co oni musieli przeżyć.

Ojcze Warachimie! Bóg cię ochronił!

Nie musiałeś iść krętymi drogami, żeby ludzie nie widzieli, że prowadzą Polaków! O głodzie i chłodzie i z zakazem słowa. 190 km! Nie wrzucali Cię potem do ziemianki, w której, gdy deszcz padał trzeba było stać w wodzie po kolana. Nie wyciągali Cię na śledztwo po drabinie. Nie pytali, o co walczyłeś. Gdybyś powiedział, że o Polskę, słyszał byś świst bata i ironiczną odpowiedź: Ty choczysz Polszy?! I kara śmierci. W dzień musiał byś kopać mogiłę w Turzańskim Lesie, a potem pod osłoną nocy, w bieliźnie, albo rozebrany do naga, strzał w tył głowy albo nóz i w dół! Takich dołów jest 7, a może 9, szerokich na 3 metry a długich na 15, dobrze zamaskowanych. Dziś już nie do wykrycia! Ojcze Warachimie, Pan Bóg Ci tego nie pozwolił przeżyć! Nie widziałeś także, że ten człowiek, który przed chwilą rżnął Polaków, pijany wyskoczył na podwórze nago i wołał, że ma ręce we krwi. Tu, w Turzy, gdyby Polacy widzieli, co się działo, byliby świadkami zdiablenia człowieka.

Ojcze Hieronimie! Dziś, kiedy gościsz na Bożych pokojach, bo tam miałeś od dawna przygotowane miejsce, może spotkałeś swoich towarzyszy broni? Jeśli Pan bóg pozwoli, możecie patrzeć razem na ukochane miasto Lwów, iść na Cmentarz Łyczakowski, albo na Wysoki Zamek i wspominać czas przygotowań do akcji „Burza”. Może tam spotkasz kapelana, który zajął twoje miejsce we Lwowie, a potem udało się mu wymknąć z zabitej ściany i zjawił się u kobiety w Turzy, prosząc o chleb. Dała mu bochenek, zostawił koc, bo tyle miał. A może spotkasz tam grupę młodych łączniczek i sanitariuszek, z którymi modliłeś się przygotowując zgrupowania. Zamknięte w jednym budynku w Turzy, wokoło otoczone strażnikami z pepeszami, a one modliły się i śpiewały pobożne pieśni. Może między nimi była młoda dziewczyna, której złoty warkocz wykopali archeolodzy, poszukujący wasze groby. Ojcze Hieronimie! – możesz tam śpiewać z Dywizją Lwowską AK, która prawie cała jest u Boga, ulubioną przez ciebie piosenkę, Przyjacielu co chcesz to mów, Nima, oj nima jak miasto Lwów. Ojcze Hieronimie! Dziś módl się razem z nami, żeby taka zbrodnia, taka niesprawiedliwość historyczna, taka obłuda polityczna już się nigdy nie powtórzyła.

Zło, które się działo w Trzebusce, Turzy było okryte zupełną tajemnicą. Sterroryzowani Polacy groźbą więzienia, zsyłkami na Sybir, katorgami w więzieniach UB, a nawet groźbą śmierci – nie ujawnili tego, co widzieli. Więźniowie trzymani byli w ziemiankach, przesłuchiwani w zamknięciu, zabijani pod osłoną nocy, z zakneblowanymi ustami, zarzynani nożami, żeby nie było słychać strzału. Zamaskowane mogiły, przykryte mchem i posadzone drzewa. Żeby prawda nie ujrzała światła dziennego.

Ks. Józef Pelc, kapelan AK z Sokołowa Małopolskiego, zebrał trochę materiałów o tym obozie, ale zachował je w tajemnicy, czekał, że przyjdzie stosowny czas na ich ujawnienie. W 1980 roku, za Solidarności, był wtedy dziekanem w Białobrzegach, próbował głośno mówić, ale gdy nastał stan wojenny, musiał znowu zaprzestać.

Umarł dnia 3 czerwca w 1984 roku i z jego materiałów są strzępy.

IPN próbował badać sprawę, ale 7 maja 2004 r. śledztwo zostało umorzone.

Wojna się skończyła, a Polacy wciąż ginęli – za to, że byli Polakami. Zniewolony naród poddawał się narzuconej władzy, wędrował w wielotysięcznych pochodach, chodził wrzucać kartki w czasie rzekomych wyborów, a jednak nigdy nie zrezygnował z wolności. Historia uczyniła nas wiecznymi powstańcami.

Bł. Jan Paweł II w dziele „Pamięć i tożsamość” mówi, czego się możemy nauczyć z tych lat zdominowanych przez „ideologię zła” i walkę z nim?

Musimy się nauczyć sięgania do korzeni. Tylko wtedy zło wyrządzone przez faszystów czy komunistów może nas wprowadzić do dobra.

„Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”

Hart ducha ujawnił się w walce z komunizmem, któremu się Polska opierała aż do zwycięstwa w 1989.

Chodzi o to, ażebyśmy tego zwycięstwa teraz nie zmarnowali. Wolność stale trzeba zdobywać, nie można jej tylko posiadać.